Najwyższy szczyt Katowic – Wzgórze Wandy – zdobyty na dwóch kółkach:)

Ostatnią sobotę Kulturalny Bajtel spędził w Katowicach choć wydawało się nam, że jesteśmy gdzieś baaardzoo daleko od zgiełku miasta i jego tłumów.

Szukając jakiegoś pomysłu na rowerową wyprawę postanowiliśmy wybrać się na najwyższy punkt Katowic – Wzgórze Wandy – 357 m.n.p.m.

Nawet nie o sam cel podróży chodziło, co o drogę, a ta była świetna:) Jako, że wybraliśmy trasę przez Dolinę Trzech Stawów, to pozycją obowiązkową dla naszych dzieci był Wodny Plac Zabaw, po przejechaniu przez centrum Katowic (przy upalnej pogodzie) taka możliwość schłodzenia nie tylko dla bajtli ale i ich rodziców była wielką frajdą. Wychlapani i nie całkiem wysuszeni po godzinnej przerwie ruszyliśmy dalej. Minęliśmy stawy, camping i skręciliśmy w leśną drogę, która szybko przemieniła się w leśną ścieżkę (Uwaga: przy wjeździe do lasu nie było żadnego oznaczenia szlaków rowerowych). Droga nie jest prosta i kilka razy musieliśmy zaliczać górskie premie (taka zabawa motywacyjna dla 9-latka:)).

Tak to lasem przejechaliśmy obok Giszowca i dotarliśmy do Murcek, dzielnicy, która stara się, by tak jak Nikiszowiec, została wpisana do rejestru zabytków. Tam, ścieżką rowerową wzdłuż ulicy Bielskiej dotarliśmy do lasów murckowskich. Niesamowite jak szybko z wojewódzkiego miasta można się przenieść do stuletnich kniej. Dookoła tylko stare drzewa i brak jakiejkolwiek cywilizacji, no może trochę przypominał o niej odgłos autostrady, z czasem na szczęście mniej słyszalny. Spotykaliśmy czasem na trasie rowerzystów, ale można by te spotkania wyliczyć na palcach dwóch rąk:) Malowniczą drogą dotarliśmy do celu: Wzgórze Wandy. Szkoda, że na miejscu nie ma na ten temat żadnej informacji. Nie ma tam też zresztą nic ciekawego,  zamknięta wieża obserwacyjna Nadleśnictwa Katowice (niestety niedostępna dla zwiedzających) i ogrodzone betonowym płotem zbiorniki wodne. Ale nie zrażajcie się, to tylko cel do fantastycznej wyprawy:) Po drodze liznęliśmy też trochę historii. W Lasach Murckowskich znajduje się mogiła węgierskich żołnierzy.  W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze Rybaczówkę przy stawie Janina na Giszowcu. Na koniec pizza na Dolinie i powrót do domu:)

 

Wyprawa z dwójką dzieci: 9 lat – sam na rowerze i 4 lata – z tatą na foteliku, plecak z piciem, które za wcześnie się skończyło – mama:)

 

Przejechaliśmy w naszej wyprawie ponad 35 km i było warto. POLECAMY:)

enlargement